TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Kto wie, co siedzi w tym strażaku? - rozmowa z Marcinem Janosem Krawczykiem

Kto wie, co siedzi w tym strażaku? - rozmowa z Marcinem Janosem Krawczykiem Data publikacji: 2019-02-21

Wyreżyserował kilka filmów dokumentalnych, a w najbliższych planach ma debiut fabularny. Cały czas spełnia się także jako aktor. Niedawno dołączył do obsady serialu „M jak miłość”. Jego bohater, strażak Maciej, to chodzący ideał, ale czy czegoś nie ukrywa?

Czy załatwiłeś już role w „M jak miłość” mamie i teściowej?
Śmiejesz się, że wkręciłem do serialu psa, samochód i że moja córka pojawiła się w jednym odcinku w epizodycznej roli? Może porozmawiam z producentami o pracy dla teściowej. Najlepiej sprawdziłaby się jako czarny charakter (śmiech).
Gdy przeczytałem opis postaci i scenariusze, w których w pierwszych scenach mojemu bohaterowi towarzyszy pies, pomyślałem że Jordan idealnie nadaje się na kompana Maćka. Zaproponowałem ludziom z produkcji jego kandydaturę, wysłałem zdjęcie, powiedziałem, że jest niezwykle mądry, a oni przystali na moją propozycję. W serialu miał mieć na imię Frodo, ale stwierdziłem, że to bez sensu i ostatecznie nazywa się Jordi, czyli tak jak mówimy do niego w domu.

Jak Jordan radzi sobie na planie
Rewelacyjnie - robi wszystko, co trzeba. Trzyma się wszystkich zapisów ze scenariuszy. Potrafi wiele sztuczek, słucha się, jest mądrym psem.
W młodości miałem fioła na punkcie tresury psów. Mój owczarek niemiecki Broks potrafił wykonywać wszystkie sztuczki z książki „Amatorskie szkolenie psów” i wiele innych. Potrafił nawet łapami kierować Maluchem mojej mamy! Cieszę się, że mogę jeździć na plan z Jordanem. Pierwsze dni zdjęciowe wspominam fantastycznie. W przerwach między kręceniem kolejnych scen mieliśmy czas na długie spacery w lesie.

Czego widzowie mogą spodziewać się po twoim bohaterze?
Maciek, o czym widzowie już się dowiedzieli, został nowym komendantem straży pożarnej w Grabinie. To sympatyczny, ciepły facet z dobrym sercem, którym smali cholewki do Agaty (Katarzyna Kwiatkowska - przyp. aut.). Pani doktor i strażak – para idealna (śmiech). Zobaczymy, co wydarzy się w kolejnych odcinkach. Kto wie, co siedzi w tym strażaku, jaką ma przeszłość? Zagadkowe jest, że nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się w małej miejscowości. Jakby przed czymś lub kimś uciekał…
Pierwszy raz w życiu gram strażaka; to postać z moich dziecięcych marzeń. Cieszę się z tej roli także dlatego, że ponownie spotkałem Kasię Kwiatkowską. Przed laty graliśmy w Teatrze Powszechnym w Radomiu w sztuce na dwoje aktorów „Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę”. Super, że znowu może razem pracować, bo się lubimy.

Oprócz aktorstwa masz jeszcze inną pasję – reżyserię. Czy nadal rozwijasz się w tym kierunku?
Już w podstawówce wiedziałem, że chcę zostać aktorem, ale dość szybko zacząłem myśleć także o reżyserii. W szkole średniej byłem przekonany, że będę się tym zajmować w przyszłości i konsekwentnie staram się rozwijać tę pasję. Ukończyłem wydział reżyserii w Wajda School i do tej pory robiłem głównie filmy dokumentalne. Trochę mnie zmęczyły, bo dotyczyły trudnych tematów, które silnie angażują mnie emocjonalnie.

Jakie tematy podejmowałeś w swoich filmach?
Mój pierwszy film nazywa się „Rendez-vous”; jest o dziewczynie z zespołem Downa i upośledzonym chłopaku, którzy spotykają się na randce. To film o miłości i przeszkodach, które trzeba pokonać, by jej zaznać. Kolejny, „Sześć tygodni”, jest o adopcji. Sześć tygodni to okres, kiedy biologiczna matka po urodzeniu ma czas, żeby zdecydować, czy oddaje swoje dziecko. Potem nakręciłem film dokumentalny „Matka 24h” o roli matki w życiu człowieka. Pokazuje przekrój naszego społeczeństwa, wiary. Odwiedziłem wiezienia, szpitale, sfilmowałem polską wieś i miasto. Ponadto od dziewięciu lat jestem zaangażowany w projekt budowy jachtu pełnomorskiego przez bezdomnych. O tym też nakręciłem film pod tytułem „Ziemia bezdomnych”.

Ostatnio było głośno o tym projekcie. Zdaje się, że jacht jest już gotowy, zgadza się?
Pod koniec zeszłego roku przetransportowaliśmy jacht do portu na warszawskim Żeraniu, bo został przekazany przez Ojców Kamilianów na rzecz fundacji imienia Ojca Bogusława Palecznego. Powołał ją kapitan Waldemar Rzeźnicki, który zaproponował mi funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Przyjąłem ją, ponieważ przed laty Ojciec Bogusław klepnął mnie w ramię i powiedział, żebym był w tym projekcie do końca. Przed nami dużo pracy wykończeniowej statku; potrzebujemy środków i rąk do pracy. Cały czas liczymy na bezdomnych, bo to idea skierowana do nich, która ma im pomagać wyjść z kryzysu bezdomności. Docelowo chcemy, by statek wypływał regularnie w rejsy. Takie wyprawy będą motywacją do walki w przełamywaniu barier dla osób wykluczonych ze społeczeństwa. Jestem sercem przy tym projekcie i – na tyle, na ile mogę – wspomagam wszelkie działania z nim związane; prowadzę między innymi fanpage fundacji na Facebooku. Zapraszam do wsparcia tej inicjatywy; każda pomoc bardzo nam się przyda.

Mówiłeś, że zmęczyło cię kręcenie filmów dokumentalnych. Czy to oznacza, że zamierzasz zająć się reżyserią filmów fabularnych?
W tym roku zrealizuję projekt filmowy w ramach programu „30 minut” Studia Munka, a potem zamierzam zrealizować film pełnometrażowy, do którego piszę scenariusz. To historia sprzed lat, z czasów studenckich. Jestem również pomysłodawcą serialu komediowego; od jakiegoś czasu rozwijam ten projekt.
Ostatnio wziąłem udział w kursie scenariuszowym, bo uznałem, że muszę się doszkolić. Może popracuję gdzieś na planie jako asystent, może jako reżyser jakiegoś serialu, zobaczymy. To byłoby dla nie dobre przetarcie. Jednocześnie nie odpuszczam aktorstwa, które wciąż mnie fascynuje. Staram się łączyć te pasje. Ostatnio dostałem propozycję zagrania w ciekawym spektaklu. Jest bardzo kusząca, ponieważ tęsknię za teatrem i kontaktem z publicznością.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA